Piątek, 30 lipca 2010
Aktualny numer NR 13 ZIMA 2009
Trafić w dziesiątkę
Kupno własnego domu wiąże się z wieloma rozterkami i niepokojem przed podjęciem decyzji o tak ważnym wydatku. Dotyczy także tych, którzy, jak Joanna, nieruchomościami zajmują się zawodowo.
Kupno własnego domu wiąże się z wieloma rozterkami i niepokojem przed podjęciem decyzji o tak ważnym wydatku. Dotyczy także tych, którzy, jak Joanna, nieruchomościami zajmują się zawodowo. Nie codziennie bowiem wybiera się dom dla siebie.
Kupując go w Saddle Brook, New Jersey, w 2000 roku Robert i Joanna zdecydowali się na jeden z mniejszych jednorodzinnych domów w tej okolicy, ale usytuowany na dużej działce. Przez ostatnich kilka lat zmienili go nie do poznania. Dziś twierdzą, że trafili w dziesiątkę. Na kupno czegoś podobnego przy obecnych cenach musieliby wydać fortunę.
Jednopiętrowy domek nie miał nawet schodów na strych, gdyż zostały one zlikwidowane przez poprzedniego właściciela. Dwa pokoiki i niewielka kuchnia z jadalnią wystarczyły im na początek. Mieli w końcu swój „ciasny, ale własny kąt”. Po roku postanowili jednak odbudować schody i nieco podnieść dach, aby urządzić na górze dwie sypialnie, a dół otworzyć i powiększyć salon.
Wraz z postępem prac w ich głowach zaczęły się rodzić nowe pomysły na kolejne zmiany. Przy okazji rozbudowywania piętra podnieśli sufity parteru. Gdy wykończyli dwie sypialnie oraz łazienkę i przenieśli się na górę, by rozpocząć remont parteru, postanowili zmienić zupełnie rozkład pomieszczeń. Roszada ta nie doczekała się jednak pełnej realizacji, gdyż Joanna i Robert już snuli plany o rozbudowaniu domu w bok, korzystając z szerokiej działki. W bocznej ścianie budynku wybito przejścia do nowego skrzydła, w którym znalazł się ogromny salon z katedralnymi sufitami, garaż, a nad nim dwie wysokie sypialnie. Do nich wiodą dziś dwie pary otwartych schodów, jedne z salonu, drugie z holu. Takie rozwiązanie okazało się bardzo praktyczne, umożliwiło bowiem szybki dostęp z piętra do różnych części domu oraz dało domownikom poczucie większej swobody i przestrzeni.
Z przodu domu, gdzie kiedyś był salon, dziś znajduje się jadalnia, a w jej sąsiedztwie domowe biuro Joanny, oddzielone od jadalni jedynie bambusowym parawanem. Kuchnia przeniesiona została w miejsce dawnych sypialni. Dziś koncentruje się w niej życie rodzinne, przylega bowiem do salonu, jest przestrzenna, słoneczna i funkcjonalna. Z niej można również wyjść do ogrodu, gdzie Robert zbudował mały staw i dwupoziomowy taras, spod którego wyrasta piękne rozłożyste drzewo.
Plan domu Robert przygotował sam, a wszystkie jego pomysły przeniesione zostały na papier przez architekta. Nigdy nie zajmował się budownictwem, ale doglądając prac z czasem sam nauczył się kilku fachów. Wykonał większość mniejszych projektów: malował, układał podłogi z czerwonego dębu, izolował ściany, sam instalował kuchnię, a nawet przerabiał niektóre meble.
Wykończenie wnętrz zajęło im dość dużo czasu, gdyż Robert i Joanna bez wielkiego pośpiechu, ale konsekwentnie, szukali potrzebnych im rzeczy. Najwięcej zaś „zabawy” było z kuchnią. Najdroższe wcale nie było dla nich najlepsze, dlatego optymalnym rozwiązaniem okazał się zakup szafek z Ikei, zamiast mebli projektowanych na wymiar. Aby nie zmniejszać kuchni optycznie, postanowili nie zabudowywać jej zupełnie. Dlatego na ścianie zawiesili tylko jeden rząd poziomych szafek. Wszystkie pochodzą z nowoczesnej kolekcji, są proste, laminowane, szare przeplatane ze stalowymi. Wymagały jednak wykończenia, dopasowania do wymiarów pomieszczenia. W połączeniu z nowoczesnym sprzętem kuchennym oraz dużym kamiennym piecem stworzyły kuchnię z klasą i elegancją.
Robert przerobił również łazienkowe meble z Ikei, by pasowały idealnie do wymiarów ich łazienki. Poskręcał małe szafeczki tworząc jedną dużą, dorobił gustowne nóżki, uzyskując w ten sposób nowoczesny i praktyczny mebel na łazienkowe przybory. Sypialnie synów w nowej części domu nie są duże, dlatego ściany okleił ogromnymi fototapetami, dającymi złudzenie otwartej przestrzeni. Natomiast wysokie sufity wykorzystał do zbudowania antresol, na których umieszczone zostały łóżka. W pomysłowy sposób oszczędził więc sporo miejsca, oddzielając część sypialną pokoi od ich części dziennej.
O drobiazgi w dekoracji wnętrz zadbała Joanna. Starannie dobierała muślinowe tęczowe firany w jadalni, jasne zwiewne mgiełki w kuchni oraz beżowe długie kotary w wysokim salonie. Nie pominęła ani jednego zakątka domu, ożywiając je roślinami lub gustownymi bibelotami. Na ściany wybrała naturalne, ciepłe kolory i ozdobiła je zdjęciami natury. Bryła domu, jak i jego wystrój konsekwentnie utrzymane zostały w nowoczesnym stylu: proste, niskie meble, jasne skórzane kanapy, smukłe krzesła w jadalni, pozbawione balustrad proste schody, chłodne w wykończeniu kuchnia i łazienki. Z jednym małym wyjątkiem… Kryształowy żyrandol w salonie kupiony został przez Roberta wiele lat temu z powodów sentymentalnych.
Jako mały chłopiec marzył o przepychu, który widywał w teatrze, gdzie czasem zabierali go rodzice. Zachwycał się wówczas wielkością i dekoracją teatralnych wnętrz z mnóstwem błyskotliwych kinkietów i żyrandoli. Wierność temu marzeniu, że kiedyś jego dom będzie wyglądał podobnie, zupełnie nieoczekiwanie zastała wynagrodzona wspaniałym efektem świetlnym. W słoneczne dni światło wpadające przez dwa duże okna w dachu, załamując się na kryształowych elementach, rozświetla wnętrze tysiącem malutkich tęczy. Najmniejszy powiew powoduje, że wszystkie tęcze zaczynają tańczyć na ścianach, a wraz nimi cały salon. „Warto marzyć – mówi Robert. – Trzeba się czasem sporo napracować, aby marzenia się spełniły. Ale warto”.
Artykuły z numeru:
NR 13 ZIMA 2009
- Bezduszne żelazko - Małgorzata Sulewska
- Blok zdegradowanych marzeń -
- Domek dla juniora - Anna Ćmakowska
- Kamienne twarze - Małgorzata Smolińska
- Miniatury góry - Małgorzata Sulewska
- Nie święci garniki lepią - Ewa Sukiennik-Maliga
- Trafić w dziesiątkę - Aneta Sadowska
Najczęściej czytane
Numer 13 jest ostatnim drukowanym wydaniem magazynu Twój Dom. Zapraszamy do czytania magazynu na naszej stronie internetowej.